2015, mój rok

0 Flares 0 Flares ×

Zdecydowanie miniony rok był moim rokiem. Wszystko działo się tak szybko, że nie jestem w stanie przeboleć faktu, iż upłynął bezpowrotnie. 

Niemalże wszystko działo się po mojej myśli, choć w zasadzie nic nie było wcześniej planowane.

Postanowiłam zawalczyć  w plebiscycie o tytuł „Bloga Roku 2015″, bo też dlaczego nie? :)  

Świadoma jestem, że nie piszę tu na bieżąco tak, jak zapewne czynią to pozostali uczestnicy konkursu. To jednak świadome działanie, bowiem liczy się dla mnie intencja, a za tym jakość. Nie ilość. Pewnie – mogłabym wchodzić tu każdego dnia, by napisać coś, cokolwiek, ku uciesze statystyk. A przecież nie o to chodzi, nie takie było założenie i cel powstania tego bloga. Piszę, kiedy czuję potrzebę. Piszę, kiedy coś się dzieje ważnego mniej lub bardziej, co może mieć znaczenie również dla Was. Bo to dla Was właśnie tu jestem i wiem, że obecność ta jest doceniona. 

Nie wiem jakie i czy w ogóle mam szanse, ale nie byłabym sobą, gdybym nie spróbowała. 

Tym razem to ja liczę na Wasze wsparcie, Kochani! :)

image

0 Flares 0 Flares ×

2 comments on “2015, mój rok

  1. Witam Pani Fatimo. Jestem pod wrażeniem Pani bloga,czytam go na okrągło. Toteż wysłałam smsa,by wesprzeć Panią:-) Jednakże najbardziej jestem pod wrażeniem Pani przemiany. Taka zmiana,tyle utraconych kg,i tak pięknie Pani wygląda,że aż człowiek jest w szoku:-) Nie ukrywam,że natchnęła mnie Pani do działania i walki o samą siebie. Dokładnie od miesiąca tj od 26 stycznia jestem na diecie. Może nie tyle dieta,co zdrowe odżywianie. Jem 5 posiłków dziennie. Co 3 godziny. Małych,dietetycznych i urozmaiconych. Ostatni posiłek na 3 godziny przed snem. Jedynie z racji tego,że mam małe dziecko, to nie ćwiczę,ponieważ brakuje mi na to czasu. Jedynie moim wysiłkiem fizycznym są obowiązki domowe i codzienne spacery 2-godzinne. Efekt jest taki,że w ciagu tego miesiąca ubyło mnie o 6 kg. W związku z tym mam do Pani pytanie:czy uważa Pani to za dobry wynik? Czy jest szansa przy takim obecnym trybie życia dalej tracić zbędne kilogramy? Nie ukrywam,że mam II stopień otyłości i tak samo,jak Pani, zależy mi na utracie wagi,jak i lepszym zdrowiu. Aha,i jeszcze jedno. Jak sobie Pani radziła,kiedy czuła Pani potworną chęć na zjedzenie czegoś słodkiego, albo gdy późnym wieczorem doskwierał Pani głód? Mam z tym problem niestety i bardzo muszę walczyć,by nie ulec pokusie. Z góry serdecznie dziękuję za udzielone odpowiedzi:-) Pozdrawiam serdecznie.

    1. Dzień dobry Pani Anetko!

      Na wstępie chciałam z całego serca, najserdeczniej jak tylko mogę podziękować za oddany głos na mój blog! To dla mnie niezwykle ważne, że jego treść ma faktycznie taki odbiór, jaki miałam w założeniu.
      Miło mi czytać tak ciepłe słowa i przyznaję, iż są one największym wyrazem uznania dla tego, co zdołałam dokonać swoją ciężką pracą. Nie chodzi o pochwały, lecz fakt, iż ktoś drugi potrafi to docenić. A kiedy do tego wszystkiego czytam, że moje słowa naprawdę do Was – moich Czytelników – trafiają, przynoszą mniejsze lub większe efekty, jestem po prostu szczęśliwa.
      Gratuluję Pani sukcesu, jaki osiągnęła Pani w czasie ostatniego miesiąca! To rewelacyjny wynik i duma mnie rozpiera na myśl, że czyni to Pani tak rozsądnie. Spacery, tak długie – bowiem 2 godzinki to już kawałek solidnego spacerku – w takiej częstotliwości z pewnością przyczyniają się do spalania kalorii, bo nie jest istotne, jaką aktywność podejmujemy, ostatecznie liczy się efekt. Jedni biegają, bo to lubią, inni z kolei spacerują z psem, o kijkach czy po prostu maszerują. Pierwsze kilka kilogramów ucieka zawsze najszybciej, dlatego też proszę uzbroić się w cierpliwość, gdy kolejne spadki przyjdą z większym trudem. Jest Pani na naprawdę dobrej drodze, w miesiąc 3/4 kg to świetny wynik, a tutaj proszę – 6 kg! Jestem przekonana, że jeśli tylko utrzyma Pani to, co wprowadziła w swoje życie chwilę temu i stanie się to po prostu zdrowym nawykiem, dojdzie Pani spacerkiem do celu. A najważniejszy jest efekt finalny! Zdecydowanie lepiej stąpać powoli, drobnymi kroczkami, aniżeli szybko i w konsekwencji krótkotrwale.
      Jeśli o słodkości chodzi – jak już wielokrotnie pisałam – jem :). Zaczynając swoją walkę założyłam z góry, że nie chcę rezygnować ze wszystkiego, bo nie w tym leży istota sprawy. Batonik do śniadania albo popołudniowej kawy i tyle. Jednak słodkości można zastąpić budyniem bez dodatku cukru, słodszym owocem, jakimś jogurcikiem z płatkami owsianymi, w blenderze zrobić koktajl czy wycisnąć sok warzywno-owocowy. Burak, marchew i jabłko daje niezwykle słodziutki, świeży sok :). Kiedy było bardzo późno – trudno – nie jadłam i koniec. Gdzieś tak do godziny 20, będąc jeszcze u początków wprowadzania swoich nowych nawyków głód zaspokajałam jakąś lekką sałatką. Najczęściej pomidor, ogórek i cebulka. Ewentualnie surowa obrana marchew. Nie dość, że jest smaczna (słodka też) to daje poczucie sytości. Później byłam już silniejsza i nie dawałam się głodowi. Z czasem przestałam go odczuwać wieczorami i tak zostało do dziś.
      Szklanka gotowanej wody z cytryną też pomaga wielu osobom „oszukać” żołądek :) ;).
      Mam nadzieję, że odpowiedź spełni Pani oczekiwania.

      Raz jeszcze dziękuję za głos na mój blog i Pani obecność tu, ze mną!
      Pozdrawiam cieplutko :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *