Jak poznałam „Dziką Kobietę”. Czyli historia owocnej znajomości

0 Flares 0 Flares ×

Obiecałam ostatnio, że na miarę swoich możliwości, będę nadrabiała czas nieobecności w tym miejscu. Pisałam również, że miniony rok bogaty był w wiele dobrych, ciekawych i niezwykle inspirujących wydarzeń.

Dziś przedstawiam się moim czytelnikom, jako świeżo upieczona magister filozofii kultury – egzamin dyplomowy zdałam zaledwie wczoraj. Z kolei w grudniu zdobyłam ten tytuł z dziennikarstwa i komunikacji społecznej. Jako, że to mój ogromny powód do dumy, chcę się nim z Wami podzielić. Pomiędzy jedną a drugą obroną pracy – dokładnie w połowie lutego – ukazała się książka, na którą czekałam bardzo długo.

Zapewne pamiętacie, w kwietniu 2015 roku miałam przyjemność po raz pierwszy gościć w studiu programu „Dzień Dobry TVN”, w ramach cyklu „Odważ(e)ni”. Kilka miesięcy po tym epizodzie odnalazła mnie na Facebooku „Dzika Kobieta” Danusia.

Jako, że był to czas, w którym dostawałam najwięcej wiadomości od nieznajomych mi osób, a większość z nich zaczynała się słowami: „Czy mogę zadać Ci pytanie? W jaki sposób schudłaś tak dużo?”, Danusia na wstępie uprzedziła, że nie che pytać o szczegóły mojego sukcesu. Była konkretna, co od razu przypadło mi do gustu. „Dzika Kobieta” opowiedziała krótko o sobie. Dowiedziałam się, że sama ma za sobą trudną walkę z otyłością, że jest dziennikarką, pisarką i… właśnie wydaje kolejną książkę, do udziału w której chce mnie zaprosić.

Ale że ja? W książce? To tak na serio? - autentycznie, taka była moja pierwsza myśl.

Danusia nie żartowała, przeciwnie, wyciągała kolejne konkrety niczym asy z rękawa. Umówiłyśmy się wstępnie na spotkanie, które ostatecznie do skutku doszło około wakacji.

Zwabiona do pizzerii w Galerii Katowickiej zastaję szczuplutką dziewczynę (ona naprawdę była kiedyś tak duża?!), otoczoną laptopem, smartfonem i jakimiś notatkami, która ze smakiem zajada się apetycznie wyglądającą sałatką. Danusia przywitała mnie tak serdecznie, jakbyśmy znały się kilka dobrych lat i drugie tyle nie widziały. Co za wspaniała dziewczyna!

Opowiada mi o swoim projekcie – książce, która powstaje i jej przesłaniu – co wzbudza moje zainteresowanie jeszcze bardziej. Naprzeciw mnie siedzi kobieta, jej historia tak bardzo przypomina moją, a zarazem jest zupełnie inna. Ostatecznie znajdujemy się na tym samym etapie życia – wygrałyśmy z otyłością, dlatego nie możemy różnić się diametralnie. Wchodzę w to! - oznajmiłam zdecydowanie i bardzo otwarcie, z niezwykłą swobodą jak na obcego mi rozmówcę, przytaczam dość intymne szczegóły swojej metamorfozy. A właściwie trochę jej kulisy…

Od tamtego czasu kontakt z Danusią utrzymywałam jedynie poprzez Facebook, widziałyśmy się jeszcze tylko raz, w Warszawie. Książka swoją premierę miała planowaną jeszcze na koniec 2015 roku. Niestety coś wtedy nie zadziałało należycie. Przesunięcie w czasie, nowe wydawnictwo i data realizacji wyznaczona na wiosnę 2016 roku. Ale to znów nie ten czas, gdyż premiera nie doszła do skutku. Ponownie nie z winy Danusi. Szczęśliwym okazał się rok 2017, gdzie ostatecznie potwierdzono, że luty należy do „Dzikiej Kobiety”.

„Odważona. Dziewczyna minus 70 kg”, bo taki tytuł nosi dzieło Danusi. Właściwie Danuty Awolusi, gdyż to poważna pisarka i szalenie zdolna copywriterka.

D. Awolusi „Odważona. Dziewczyna minus 70 kg”

 

15 lutego ukazuje się książka, w której przypadł mi zaszczyt gościnnie wystąpić. Zaszczyt, ale i niezwykła przyjemność, zupełnie nowe doświadczenie i przy okazji też troszkę „kopniak” motywacyjny. Wiemy wszyscy, jak działa podświadomość. Schudłaś, pokazali Cię w telewizji, zapraszają do udziału w książce, nie możesz tego zaprzepaścić. W końcu jesteś motywacją dla tylu osób. Naprawdę w ten sposób pomyślałam, ale to nie powód do wstydu.

 

D. Awolusi „Odważona. Dziewczyna minus 70 kg”

 

Jakby wrażeń było mało, „Dzika Kobieta” dokłada mi kolejnych emocji i zaprasza na swoje spotkanie autorskie w Katowicach, gdzie mam być gościem specjalnym. Przyznam, że nigdy nie mogłam się tego spodziewać. Aczkolwiek to bardzo budujące dla mojej samooceny i tak zwyczajnie, po ludzku, miłe.

Danuta Awolusi, Fatima Orlińska

 

 

D. Awolusi „Odważona. Dziewczyna minus 70 kg”

 

I choć od tego momentu upłynęło już trochę czasu, to moja wdzięczność Danusi zdaje się nie mieć kresu. Jestem wdzięczna, gdyż spośród tylu możliwych osób, postanowiła wybrać właśnie mnie. Powtórzę się, lecz to naprawdę ogromny zaszczyt, że mogłam poznać tak zdolną, pełną pasji i nieustannej determinacji kobietę i choć w najmniejszy sposób współtworzyć jej literackie dziecko. 

A sama książka? Pośród natłoku obowiązków pochłonęłam ją w ciągu dwóch dni. Kartka po kartce, po prostu płynie się przez tę historię. Momentami bardzo zabawną, za chwilę do łez wzruszającą, a przede wszystkim prawdziwą. I myślę sobie, że pewnie fakty mojej przeszłości świadczą o tym, dlaczego tyle skrajnych emocji wzbudziła we mnie „Odważona…”. Zaznaczyłam nawet fragmenty, które miałam wrażenie, że napisane zostały o mnie. I wbrew wszelkim pozorom, nie jest poradnikiem dla osób walczących z problemem otyłości. To wehikuł czasu, dzięki któremu przenosimy się wraz z autorką do jej życia sprzed spektakularnej metamorfozy. Danusia nie chwali się swoim sukcesem, nie próbuje wywyższać czy nawet nakłonić innych do podjęcia próby zmiany. Nie. W okrutnie szczery sposób – bo ludzi otyłych traktuje się okrutnie – pokazuje, ile prób musi przejść w swoim życiu ktoś, kto różni się tylko fizycznie od reszty. Jedni mają blond włosy, inni kompleks piegów, a jeszcze ktoś następny trochę ciała więcej. I za to cierpi ból egzystencji.

Dlaczego „Dzika Kobieta”? Zajrzyjcie do „Odważonej…” 

0 Flares 0 Flares ×

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *