„Gruba” nie lubi lata

0 Flares 0 Flares ×

Przeszłość. Coś, co już było, minęło – być może bezpowrotnie, historia, od której nie zawsze możemy ostatecznie uciec. Przy okazji aktualnie panującej pogody wciąż z tyłu głowy tłamsi się cząstka mnie sprzed kilku lat. Właściwie nie uwiera, a jednak siedzi i pozwala sobie na więcej, aniżeli powinna. A może to ja obecna jestem wobec siebie zbyt surowa?

Upalne dni, jakich mamy przyjemność doświadczać, niewątpliwie przywołują wspomnienia z okresu, kiedy o szczupłej sylwetce mogłam jedynie marzyć. Czym bowiem jest lato dla kogoś, kto dźwiga na swoich barkach ciężar za dwoje, wie tylko ten, który zmaga się z „krzyżem” tym każdego dnia. TRAGEDIA – jedna wielka, niechęć, rezygnacja, często stany depresyjne i inne podobne paskudztwa. Począwszy od co dziś ubrać, by się nie rozpłynąć a przy okazji JAKOŚ wyglądać aż do jak przetrwać te kilka godzin w upale?. Zresztą wcale nie trzeba było czekać do lata. Już sama wiosna, jej pierwsze powiewy, sprawiały, że ogarniał mnie dziwny lęk. Dziwny, ponieważ inny niż te powszechne, ale też nie nieuzasadniony. Przerażało mnie ciepło, słońce, fakt, że wyjdę z domu a wszyscy na ulicy zobaczą, jak bardzo męczę się ze swoją tuszą. Bo przecież człowiek się poci. Gruby człowiek poci się podwójnie. Wszyscy to widzą, nikt nic nie powie na głos, ale w myślach na pewno toczy się soczysty monolog. Gruby człowiek widzi te parszywe spojrzenia i ma ochotę tylko zniknąć. A to zaledwie dopiero 20+ stopni. Grubszemu jest zawsze gorąco, grubszy zawsze jest ciepłem zmęczony. Zrobisz makijaż, ten lada moment spłynie, upniesz ładnie włosy, które i tak będą żyły własnym życiem. Najbezpieczniejszy kolor ubrania to biały lub czarny, bo przecież nie widać mokrych plam. Wybór jest prosty – biel doskonale podkreśla każdą niedoskonałość, dlatego gruby człowiek nie zastanawia się długo. Męczy się całe lato w ciemnych, obszernych rzeczach. Spodnie? 3/4 długości to maksimum, ile można odkryć. Spódnica, lekka przewiewna sukienka? Nie ma mowy, obdarte uda to nic przyjemnego. Smarowanie ciała balsamem, posypywanie pudrem i inne magiczne sztuczki po prostu się nie sprawdzają. A może tak bielizna modelująca, która osłoni uda? Sama idea – całkiem, całkiem, ale przy przeszło 30 stopniach za oknem… nie do przeżycia.

Na szczęście wraz z latem nadchodzi cały wachlarz letnich możliwości, na które z utęsknieniem czekamy przez resztę miesięcy. Opalanie, wyjścia na basen czy plażę. Czyste przyjemności, jak najbardziej. Ale nie dla kogoś, kto wstydzi się swojego ciała. Nie dla kogoś, kto w ciele tym czuje się więźniem i wie, że determinuje to całe jego życie. Bo przecież na plaży trzeba się rozebrać, a droga z brzegu do wody wydaje się nie mieć końca. Każdy wówczas kieruje wzrok na tego „innego”. Jakże gruby człowiek ma czelność pokazać się w stroju plażowym?! Tak, ludzie naprawdę tak myślą. Ich zdaniem grubszy równa się aspołeczny, wyalienowany i zdany sam na siebie. Niech siedzi w domu, pochłania kilogramy jedzenia zmieniając kanał po kanale w telewizji. Ostatecznie bez plażowania można się obejść, faktycznie. Zimny prysznic we własnym zaciszu też schłodzi rozgrzane emocje. 

Ale co zrobić z nogami? Te uporczywie puchną wychodząc z najpiękniejszych butów, które losie uchowaj, by gdziekolwiek zdjąć. Gruby człowiek wie, że później tak łatwo ich już nie założy. Popuchnięte kostki nie tylko wyglądają mało estetycznie, ale najzwyczajniej w świecie przysparzają bólu. Okłady z lodu, kąpiele solne, jakieś tam kremy chłodząco – łagodząco – czarujące to tylko niespełnione obietnice raju, leżącego poza zasięgiem grubego człowieka. O lato, skończ się już!

Cudowny letni poranek, wizja weekendu aktywnie spędzonego w gronie znajomych, aż uśmiech nie schodzi z ust. Ale i tu pojawia się obawa. Nawet obawa to zbyt delikatne słowo, gdyż to po prostu lęk. Paniczny strach przed jakimkolwiek ruchem, do tego w obecności świadków… Na tego grubszego trzeba czekać, ponieważ jest zawsze daleko w tyle. Choć bardzo stara się dotrzymać tempa pozostałym, nie jest w stanie przeskoczyć niemożliwego. Umęczy się uporczywie, pot spłynie z niego w litrach i biedak nabawi się tylko wstydu. Wstyd, upokorzenie, ogromny dyskomfort. Tak czuje się gruby człowiek. Ze wspólnych wypadów z przyjaciółmi każdy chce pamiątkowe zdjęcie, by pokazać na „insta”, jak to nam fajnie było ( #holidays #friends #summer ). A gruby człowiek unika zdjęć, nie może się na nich ukryć i zawsze zajmuje połowę miejsca. Co najmniej. Przy szczupłych kolegach wydaje się duży dwukrotnie, a to już dramat sam w sobie. 

Tak pamiętam swoje letnie miesiące, które zazwyczaj każdego cieszą. Mnie nie cieszyły nigdy, przeciwnie – modliłam się o chłodniejsze dni, o deszcz, o jakiekolwiek inne usprawiedliwienie, pozwalające żyć po swojemu. Bez przymusowego zakładania lżejszych ubrań i rozbierania się na plaży. I chociaż to było, już kilka lat do tyłu, odciśnięte pięto nadal próbuje mi towarzyszyć. Wciąż miewam lęki przed wyższą temperaturą, obawy, że wyjdę z domu i będzie mi źle, tak po prostu. Że spacer, mający być chwilą relaksu i ukojenia, przyniesie mi tylko uporczywe zmęczenie. Nie fizyczne, bo fizycznie się już nie męczę, ale dyskomfort psychiczny. I mimo, że nogi przestały puchnąć, nie boję się sportu i nawet sukienkę ubiorę z większą śmiałością, to jakieś znamię zostało. Rana co prawda zagojona, ale blizna czasem zaswędzi. Bywają chwile, w których mijając ludzi przechodzących tuż obok, czuję się od nich większa, zaczynam siać w sobie ziarno lęku, kiełkuje niepewność. Wracam do domu, szybko staję na wagę, wartość pozostaje niezmienna. Na szczęście. Uff. Dziewczyno, schudłaś ponad 70 kilogramów! Uświadamiam sobie, że to przecież już było, że tak wiele zmieniło się od momentu, w którym wyznaczyłam granicę moim problemom z otyłości wynikających. Że zrobiłam wszystko, co byłam w stanie zrobić sama, by uleczyć swoje ciało i duszę. Mało tego, jestem w tym mocno konsekwentna po dziś dzień.

Czego chcieć więcej? By to trwało i nie przeminęło, nigdy się nie znudziło a przeszłość nie zechciała wrócić. Walczę o to każdego dnia, tak bardzo zdeterminowana stawiam sobie ciągle nowy cel. Bo cel w życiu trzeba mieć i to on budzi w nas ducha walki. A i walczyć warto, bowiem nie ma piękniejszego uczucia aniżeli to, że fakt, który rodzi w nas paraliżujący strach, pozostał już tylko w głowie, jako konsekwencja przyzwyczajenia. 

0 Flares 0 Flares ×

2 comments on “„Gruba” nie lubi lata

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *