Ciężko jest lekko żyć

0 Flares 0 Flares ×

W swoim ostatnim wpisie opowiadałam o utrapieniach wynikających z bycia grubym, z mojego punktu widzenia. Pisząc „gruby” nie na celu mam obrażać kogokolwiek, absolutnie. Uważam, że należy po imieniu nazywać rzeczy, a ostatecznie to słowo nie jest obelgą. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że w dzisiejszym podłym świecie, gdzie człowiek nie ma za grosz litości nad drugim, to wręcz komplement. Ileż razy byłam świadkiem okrucieństwa, słownej przemocy, kierowanych w stronę kogoś słabszego. Bo grubszy, niestety często bywa słabszy. Nie ma w sobie tej siły, która pozwoliłaby walczyć o swój honor i dobre imię. Przecież i tak z góry stawia się na przegranej pozycji. Przykre – wiem, ale brutalnie prawdziwe. Dziwię się po dziś dzień, że sama nie doznałam aż takich upokorzeń, jakim przychodzi ludziom stawiać czoła. Jasne, że nie raz, nie dwa ktoś tam rzucił epitet, dotkliwy a jednak łagodny, wytknął palcem, że gruba. Ale to tyle. Zetknęłam się z tym raczej we wczesnych latach szkolnych, gdzie nieuformowany młody człowiek, który nie rozumiał wówczas, iż ludzie bywają różni, śmiał się z mojej „odmienności”. Nie miało to jednak znaczącego wpływu na moje poczucie własnej wartości, nie wpędzało w depresję ani też nie podcinało skrzydeł.

Mogłoby się wydawać, że tylko posiadanie nadmiernych kilogramów wiąże się z ciągłymi przeszkodami. Myślę, iż niewiele osób zdaje sobie sprawę z faktu, że będąc chudym, życie również przybiera ciemnych barw. Inaczej: życie po znaczącej redukcji masy ciała, bowiem nazwanie siebie „chudą” nie uważam za odpowiednie. Nie zamierzam nikogo oszukiwać czy też się doszukiwać – jestem szczuplejsza, jest mi ze sobą i otaczającą mnie rzeczywistością dużo łatwiej, okej. To niepodważalne, a nawet porównywać jest ciężko. Pozostając jednak z Wami w zupełnej szczerości, muszę wspomnieć o tym, co doskwiera człowiekowi po tak dużej przemianie.

To nieustanne, obsesyjne wręcz pilnowanie siebie samego, na każdym niemal kroku. Żeby nie zjeść w nadmiarze, żeby waga nie wskazała więcej, a i żeby ruchu było w odpowiedniej dawce. Proszę nie zrozumieć mnie źle – lubię obecny tryb życia, nawyki zmieniłam po to, by utrzymać je już na zawsze i równie długo cieszyć się efektem swojej ciężkiej pracy – jednak warto podkreślić, że nie jest to kosztem niczego. Każdy „eks-gruby” wciąż z tyłu głowy ma tę nieszczęsną przeszłość, w obawie przed którą drży, aby nie chciała wciągnąć go w swoje sidła. A to bywa chwilą. „Chudy-gruby” wie, że będzie rozliczany z każdego kilograma, który zawsze może się przytrafić. Inni, choć sami dalecy od ideałów, czekają tylko na te momenty słabości. Poczucie presji bywa ogromne, a przecież nie można dać im tej satysfakcji.

Spotykając ludzi, zwłaszcza tych, których nie mamy okazji widywać często, schemat epizodu jest zawsze taki sam: przeszywający, mierzący z góry na dół niczym od miary krawieckiej wzrok… i w końcu OCENA. Tak, w ich głowach zawsze rozgrywa się jakaś kalkulacja. Niby pozostaje to obojętne, gdyż wiele w naszym życiu nie zmienia, a jednak pobudza uśpione poczucie nacisku.

Obserwując z boku kogoś, kto zdołał pokonać problem nadwagi czy otyłości, można tylko zazdrościć. Bo mu się udało, bo w końcu wygląda dobrze, założy to, co chce i posiada w tym szlachetny przywilej wyboru. Nosząc rozmiar kiedyś 54 tej możliwości mi brakowało. Miałam wręcz nieodparte wrażenie, że to ubrania wybierają mnie. Ej, Ty, Gruba! Dział size+ jest tu, nie rozglądaj się tam, bo i tak w to nie wleziesz. Faktycznie, dziś wejdę we wszystko, co upatrzę sobie w sklepie, bowiem 38 jeszcze mieści się w tym elitarnym gronie szczęśliwców. Myślę o tym w sposób dość ironiczny, mam nadzieję wyczuwacie. Bo choć sama już nie mam problemu z doborem ubrania, to smuci mnie fakt, iż człowiek grubszy zrzucany jest na swego rodzaju margines. Już konieczność podejścia do sfery specjalnie oznaczonej „XXL”, zlokalizowanej gdzieś na uboczu sklepu, jakby odizolowanej, stawia w niezręcznej sytuacji. Etykietuje się ludzi, niczym te ciuszki nieszczęsne. Jednak fakt, że założę dziś wszystko, nie jest jednoznaczny z tym, że we wszystkim wyglądam dobrze. Czuję się atrakcyjniej, ale mam też świadomość swojego ciała a w konsekwencji pewne ograniczenia. Nieco inne niż te kilkadziesiąt kilogramów temu, ale wciąż mam. Nie jest żadną tajemnicą, o czym otwarcie mówię od samego początku, że tracąc na wadze tak wiele, została po tym niechciana pamiątka w postaci skóry. Skóry, z którą nie jestem w stanie nic zrobić sama, bowiem to wciąż za mało. Tak, ja doskonale wiem, że pozostałości tej nie widać – być może nie rzuca się w oczy, choć ja mam wrażenie zupełnie odwrotne. Aczkolwiek nieustannie też powtarzam, że jeśli czegoś nie widać, nie znaczy wcale, że tego nie ma. Posiadając tę samoświadomość, wcale nie widzę potrzeby by uwydatniać własne niedoskonałości. A te były, są i pewnie będą, co owocuje uczuciem skrępowania, kiedy ubranie jest nieodpowiednie. Dlatego też nie ma mowy o idealnym ciele, którym cieszyć się można, bo „udało się” schudnąć. Nie wszystko złoto, co się świeci – mawiają.

Pewnie czytając powyższe, znajdzie się osoba, która pomyśli, że bredzę. Bo jakże śmiałabym porównywać życie swoje obecne, do życia kogoś, kto nie może cieszyć się moją swobodą. Daję sobie jednak przyzwolenie, bo jak nikt inny wiem, co znaczy być z drugiej strony problemu i najzwyczajniej sobie z nim nie radzić. Chciałabym bardzo, aby wpis ten uświadomił nam wszystkim, że odchudzone życie, niekoniecznie bywa łatwiejszym. Choć zmaga się z innymi trudami codzienności, to te wciąż są obecne. Ciało zmienia się bardzo szybko, stosunkowo rzecz jasna, bowiem w głowie adaptacja zachodzi znacząco wolniej. To, że inni widzą „chudego-grubego” szczupłym, nie znaczy, że on w lustrze widzi to samo. Trochę tak, jak z „niepijącymi alkoholikami”. Te paradoksy, które wydają się błahostką, sprawą śmieszną i nie wartą rozgrzebywania, sprawiają, że życie „po” też liczy swoje utrapienia.

Dlatego chcąc oceniać, kogokolwiek, warto zastanowić się dwa razy, bowiem nie ma sensu dokładać sobie wzajemnie. Każdy z nas zmaga się z czymś, o czym drugi nie musi mieć pojęcia, co zawsze wymaga jakiejś pracy, wyrzeczeń i życia nie ułatwia – niezależnie od posiadanego rozmiaru.

0 Flares 0 Flares ×

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *